ARTYKUŁY

PIS WZNAWIA PRACE NAD ZAKAZEM HANDLU W NIEDZIELE. PIECZĘ NAD PROJEKTEM PRZEJMUJE BYŁY SZEF „SOLIDARNOŚCI”, KTÓRA GO PRZYGOTOWAŁA

galeria

Szefem podkomisji stałej do spraw rynku pracy, która zajmuje się projektem zakazu handlu w niedziele, został poseł PiS Janusz Śniadek, były przewodniczący Solidarności, która przygotowała projekt zakazu. W końcu ma być przyjęty i wejść w życie od nowego roku.

O Śniadku ostatnio znowu zrobiło się głośno, gdy pod koniec sierpnia stwierdził: „to Lech Kaczyński jest symbolem „Solidarności”, a nie Wałęsa. Ubolewam, że na świecie „Solidarność” wciąż kojarzona jest z Lechem Wałęsą.”
Teraz poseł PiS ostro bierze się za wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę. Twierdzi, że przyspieszy prace nad projektem. A „Solidarności” bardzo na tym zależy.

Zakaz handlu wejdzie od stycznia?

Zakaz handlu w niedziele miał obowiązywać już na wiosnę tego roku. Ostatnie posiedzenie podkomisji stałej do spraw rynku pracy w tej sprawie odbyło się po Świętach Wielkanocnych. Później – cisza. Sam Śniadek na swoje powołanie na przewodniczącego podkomisji, czekał przez całe wakacje.

Kiedy się ona się zbierze? Może pod koniec września. Z oficjalnego kalendarium prac Komisji Polityki Społecznej i Rodziny wynika, że rozpatrzenie sprawozdania podkomisji o zakazie handlu jest planowane na grudzień.

Żółwie tempo prac może dziwić, skoro nawet przedstawiciele rządu przyznają, że projekt „Solidarności” jest do napisania od nowa, co wymaga czasu. Z drugiej strony członkowie gabinetu Beaty Szydło powtarzają, że chcieliby, aby zakaz wszedł w życie od 1 stycznia 2018 roku.

Czytaj też: Nadeszła trzecia rewolucja w handlu i trend „instant satisfaction”. Za dekadę znikną hipermarkety, przybędzie sklepów osiedlowych

Dlaczego PiS-owi się nie spieszy z zakazem handlu w niedziele?

Do związkowców powoli dociera, że z ich pierwotnej idei zamknięcia wszystkich sklepów we wszystkie niedziele zostało niewiele. PiS chce bowiem wprowadzać zakaz powoli i mniej radykalnie. Na początek sklepy byłyby zamknięte tylko w dwie niedziele w miesiącu. Kilka dni temu minister rodziny, pracy i opieki społecznej Elżbieta Rafalska powiedziała, że chciałaby aby zakaz się rozszerzał. W 2019 r. byłyby to już trzy niedziele bez handlu w miesiącu.

W przeciwieństwie do Solidarności, rząd Beaty Szydło chce wprowadzić do ustawy liczne wyjątki. W niedziele mogłyby być np. otwarte wszystkie sklepy na stacjach benzynowych, oraz na lotniskach, dworcach kolejowych i autobusowych.

Akceptujecie ten kompromis? – pytam Alfreda Bujarę, szefa handlowej Solidarności, który jest motorem napędowym zamknięcia marketów w niedziele.

– Nie wiadomo jakie jest ostateczne stanowisko rządu w tej sprawie – odpowiada wymijająco Bujara.

Czy wierzy, że zakaz zacznie obowiązywać od stycznia 2018 r.? – Tak. Nasz projekt przewiduje dwutygodniowe vacatio legis.

Czy ten okres nie jest za krótki? – O ograniczeniu handlu w niedziele dyskutujemy już od półtora roku. Wszyscy zdążyli się z tym tematem już zapoznać – przekonuje Bujara.

Czytaj też: Lidl zaczyna sprzedawać wycieczki. Cztery gwiazdki w Zakopanem za 309 zł a wyprawa na Kilimandżaro za 10 999 zł

Zakaz handlu to dla PiS problem polityczny, nie gospodarczy

Gdyby o zakazie handlu w niedziele miała decydować czysta ekonomia, nikt by się na jego wprowadzenie nie zdecydował.

Rozwiązanie ze sklepami zamkniętymi przez dwie niedziele w miesiącu nie obowiązuje nigdzie w Europie, bo jest zbyt skomplikowane. Klienci nie będą pewni, czy jest niedziela kiedy sklepy są otwarte, czy zamknięte. Handlowcy twierdzą, że w takim wariancie pracę straci co najmniej 10 tys. osób w centrach handlowych. Ich obroty spadną o blisko 2,3 mld zł, a skarb państwa dostanie w podatkach ok. 450 mln zł mniej.
Biorąc pod uwagę, że to właśnie konsumpcja Polaków jest jedynym motorem naszego wzrostu gospodarczego, zamknięcie w niedziele sklepów w centrach handlowych (to głównie w nie uderzy zakaz), to ryzykowne posunięcie.

Zakaz handlu to jednak nie problem ekonomiczny, tylko polityczny.PiS do tej pory przedłużał prace nad projektem jak tylko mógł. Nie dlatego jednak, że obawia się problemów z gospodarką, ale dlatego że bierze pod uwagę bunt społeczeństwa przeciwko próbie wychowywania ich przez polityków. Na Węgrzech z powodu protestów ludzi, z zakazu handlu w niedzielę wycofano się już po roku.

Solidarność mocno wspiera partię rządzącą, ale w tej sprawie ma niewiele do powiedzenia. Politycy PiS liderów związku na razie zwodzą. Solidarność ma jednak po swojej stronie Kościół katolicki, a w szczególności mocne poparcie szefa Radia Maryja, ojca Tadeusza Rydzyka. I Janusza Śniadka, byłego szefa związku.

W ostatnich sondażach większość Polaków jest przeciwna wprowadzeniu zakazu. W badaniu dla „Rzeczpospolitej” sprzed kilku dni prawie 60 proc. badanych było przeciw zakazowi handlu.

– To tylko i wyłącznie kwestia pytania, które zadają ankieterzy. Pytają czy badany jest za zakazem handlu w niedzielę. A my nie chcemy zakazywać handlu w niedziele, tylko go ograniczać. Gdyby zapytać Polaków, czy chcą ograniczenia handlu w niedziele, wyniki byłyby zupełnie inne – uważa Bujara.

Dla PiS kluczową sprawą jest teraz polityczny przekaz: jak opakować zakaz tak, aby przekonać społeczeństwo, że handel w niedziele będzie ograniczony a nie zakazany.

żródło: wyborcza.pl

W górę