ARTYKUŁY

„Zakaz pracy w niedzielę w polskich realiach oznacza zubożenie wielu rodzin, które chcą dorobić pieniądze w weekendy. To także wzrost bezrobocia.”

WĘGRZY ZNIEŚLI ZAKAZ HANDLU W NIEDZIELĘ. CZY PIS PODĄŻY ŚLADEM ORBANA?

1da6ae9af536c46ed4be09fa371eea84

Węgrzy wycofali się z zakazu handlu w niedzielę, ale nie z powodów ekonomicznych. U nas taki zakaz zamierzają wprowadzić związki zawodowe, ze względu na ideologiczne założenia, które sobie przyjęły. 

Obowiązujący od marca 2015 roku zakaz pracy w niedziele, z którego są wyłączone tylko małe sklepiki rodzinne, mocno dał się we znaki Węgrom. Nie przemawiają już do nich argumenty, że tak jest i w wielu innych krajach – całkowity zakaz obowiązuje w Niemczech, Austrii, a częściowy także w  Belgii, we Francji, Grecji, Holandii, Luksemburgu i w Holandii. Węgrom było po prostu niewygodnie. Nie obchodzi ich nawet fakt, że restrykcyjny przepis nie zaszkodził węgierskiej gospodarce, bo nie odnotowano spadku obrotów w handlu. Zakupy przeniosły się do małych sklepików, a sprzedaż detaliczna od momentu wprowadzenia zakazu nawet wzrosła o 5,6 procent. Węgrów nie uspokoiło także to, że wbrew obawom nie zwiększyło się bezrobocie w sektorze handlowym. Mniejsze sklepy przyjęły więcej pracowników, a przede wszystkim powstały nowe placówki handlowe.

Węgierski rząd zauważył, że chociaż ekonomiczne cele zakazu handlu w niedzielę zostały osiągnięte, to przeciwko zmianom w prawie protestowało wielu obywateli. Ludzi, którym zakaz handlu w niedziele i święta paraliżował sposób funkcjonowania, do którego się od lat przyzwyczaili. Węgierski parlament uszanował wolę swoich obywateli i z zakazu handlu się wycofał i to bez przeprowadzania referendum w tej sprawie.

W Polsce jest inaczej. NSZZ Solidarność bardzo nalega na to, by handel zakazany był w niedziele, święta, Wigilię i Wielką Sobotę. Działać mogłyby tylko sklepy prowadzone przez właścicieli i członków ich rodzin, piekarnie, stacje benzynowe, sklepy w szpitalach, na lotniskach, kwiaciarnie oraz sklepy… z dewocjonaliami. Argumenty? Trzeba dać odpocząć pracownikom hipermarketów, a handlowe niedziele nie służą rodzinnej integracji, w tym religijnemu celebrowaniu świąt. Może i to prawda. Ale pracujący w polskich centrach handlowych nieraz już przez 7 dni w tygodniu i po kilkanaście godzin na dobę nie mają najczęściej możliwości odpracowania niedzieli w inne dni tygodnia. Wynika to w tym przypadku nie tyle ze złej woli kierownictwa supermarketu, ale z charakteru pracy części pracowników, np. ochroniarz zamiast niedzieli nie będzie intensywniej chronił obiektu w dni powszednie niż w święta, a ekipa sprzątająca nie będzie więcej sprzątać, niż potrzeba. W hipermarketach potrzebny byłby nie tyle zakaz pracy w niedziele, ale zdecydowane i konsekwentne działanie Państwowej Inspekcji Handlowej i Państwowej Inspekcji Pracy. Bo pomijając już nawet kwestię niskich zarobków w hipermarketach, warunki pracy w nich urągają normom przyjętym w cywilizowanym świecie.

Zakaz pracy w niedzielę w polskich realiach oznacza zubożenie wielu rodzin, które chcą dorobić pieniądze w weekendy. To także wzrost bezrobocia. Dotknie młodych ludzi, którzy studiując, mogą zarobić dodatkowo w niedzielę. W opinii Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, wprowadzenie zakazu spowoduje redukcję zatrudnienia o ok. 10 proc., czyli likwidację od 25-65 tys. miejsc pracy w handlu.

Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier pl., policzył też i inne ekonomiczne skutki przeforsowania zakazu handlu w niedzielę. Obliczył mianowicie, że „PKB Polski to ok. 1850 mld zł. W ciągu 11 dni wolnych w roku poziom wytwarzania produktów i usług finalnych wynosi 20 proc. normalnego dnia roboczego. W niedzielę ok. 40 proc. dnia roboczego, a po wprowadzeniu zakazu jego wartość prawdopodobnie zmniejszy się o połowę – do 20 procent. Przy takiej wycenie, w ciągu jednego dnia roboczego gospodarka rośnie o 6 mld zł, a w ciągu dnia wolnego tylko o ok. 1 mld zł. Oznacza to, że na wolnych niedzielach stracimy ok. 50 mld zł rocznie. Z tego przynajmniej 10 mld zł to podatek, który nie wpłynie do budżetu państwa”

Prawo i Sprawiedliwość, przede wszystkim ustami Jarosława Kaczyńskiego, wielokrotnie deklarowało, że wzoruje się na rozwiązaniach węgierskich. Tak było przede wszystkim w przypadku podatku bankowego. Ciekawe, czy i tym razem podąży węgierskim śladem?

Robert Azembski

Fot. Albertyanks Albert Jankowski/Wikimedia

źródło: http://www.wsensie.pl/gospodarka/13183-wegrzy-zniesli-zakaz-handlu-w-niedziele-czy-pis-podazy-sladem-orbana

 

W górę