ARTYKUŁY

„Związkowcy są wyraźnie zniecierpliwieni czekaniem na wprowadzenie zakazu. By przekonać do swoich racji, są gotowi złagodzić część zapisów z projektu.”

ZAKAZ HANDLU W NIEDZIELĘ DO ZMIANY. HANDLOWA „SOLIDARNOŚĆ” OBIECUJE POPRAWKI I ZŁAGODZENIE NIEKTÓRYCH ZAPISÓW

401544_abig

Handlowa „Solidarność” ponagla Prawo i Sprawiedliwość. Jeżeli prace nad zakazem handlu w niedzielę nie ruszą z miejsca, zaczniemy działać – mówi tajemniczo Alfred Bujara, współautor projektu. Związkowcy są wyraźnie zniecierpliwieni czekaniem na wprowadzenie zakazu. By przekonać do swoich racji, są gotowi złagodzić część zapisów z projektu. Nie będzie kary więzienia, automaty z batonikami będą mogły działać, a internauci będą mogli robić zakupy w niedzielę w sieci.

Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, handlujący na giełdzie w podwarszawskich Broniszach, właściciele automatów z napojami i batonikami, a nawet konstytucjonaliści mieli uwagi do projektu zakazu handlu w niedzielę. Handlowa „Solidarność” na wszystkie reaguje jednakowo – to nadinterpretacje lub lobbing dużych sieci handlowych.

Związkowcy zdecydowali jednak, że w projekcie ustawy poprawią część zapisów. – Zgłosimy poprawki, aby takie nadinterpretacje wyeliminować. Tak, aby nie było straszenia, że w niedzielę sąsiad sąsiadowi samochodu nie będzie mógł sprzedać, bo i takie zarzuty się pojawiły – mówi Alfred Bujara, szef handlowej „Solidarności” w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

I zapewnia, że nie ma mowy o zakazie sprzedaży w internecie – kupujący w niedzielę złożą zamówienie, a sprzedawca będzie mógł jeszcze tego samego dnia spakować towar. Bujara tłumaczy też, że magazyny i centra dystrybucyjne nie będą zablokowane – muszą pracować w niedzielę, by w poniedziałek towar dotarł do sklepów. – Celem ustawy jest ucywilizowanie, a nie paraliż handlu w naszym kraju – mówi Bujara.

To, co Bujara nazywa nadinterpretacją, część ekspertów nazwała po prostu absurdami. Bogdan Święczkowski, zastępca Prokuratora Generalnego i Prokurator Krajowy zwracał kilka tygodni temu uwagę, że przepisy zakazu handlu są tak nieprecyzyjnie sformułowane, że do więzienia trafiać może nie tylko sprzedawca, ale i kupujący w niedzielę. Prokuratora krajowego ciężko oskarżyć o złośliwą nadinterpretację. W swoich uwagach sam zauważył, że ocena tej konkretnej ustawy wykracza poza zakres jego kompetencji, ale dobrze radzi przeanalizować kilka zapisów.

Fala krytyki skłoniła handlową „Solidarność” do zmian. Bujara zapowiedział, że z projektu ustawy znikną zapisy o karze więzienia za złamanie zakazu. – To postulat organizacji pracodawców, które wsparły projekt. Jednak skoro budzi on tak duże kontrowersje, to jesteśmy gotowi się z niego wycofać. Proponujemy zamienić karę pozbawienia wolności na grzywnę, która np. nie będzie mogła przekroczyć 10 proc. wartości obrotu osiągniętego przez sieć w poprzednim roku podatkowym – wyjaśnia w rozmowie z Piotrem Mączyńskim.

Złagodzenie wersji nie powinno jednak nikogo dziwić. Z informacji WP Money wynika, że od dawna spora część popierających projekt zakazu handlu ma zastrzeżenia do niektórych zapisów. Głównie do karania więzieniem za złamanie przepisów. – Kongregacja nie jest za wprowadzaniem tak surowych kar za handel w niedzielę. Od początku sugerujemy, żeby to zastąpić wysokimi grzywnami finansowymi. To zdecydowanie bardziej skuteczne i przede wszystkim nie tak kontrowersyjne rozwiązanie. Dekadę temu proponowaliśmy surowe kary więzienia, ale czasy się zmieniły. Dziś ograniczenie lub pozbawienie wolności za sprzedaż w niedzielę to błąd – zaznacza dr Jan Rakowski.

W środowisku handlowców widać wyraźnie podziały. Pozostali współautorzy projektu nie wypowiadają się tak ostro i od początku zaznaczają, że nad projektem trzeba się jeszcze uważnie pochylić. – Wszystkie kontrowersje, wszystkie niedopowiedzenia w ustawie na etapie prac w komisji zostaną zlikwidowane. Nie mam wątpliwości, że posłowie dobrze zajmą się tą ustawą – mówił WP Money dr Jan Rakowski z Kongregacji Przemysłowo-Handlowej, która też jest jednym ze współautorów przepisów.

Głos Rakowskiego nie był odosobniony. Nie jest też tajemnicą, że pomysł karania nie spodobał się rządzącym. Handlowa „Solidarność” nie miała więc żadnego wyboru, musiała odpuścić. Tym bardziej, że wiele wskazuje na to, że rządzący specjalnie zwlekają z wprowadzeniem zakazu.

Przypomnijmy, że projekt obywatelskiej ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, przygotowany przez „Solidarność”, zakłada możliwość otwarcia sklepu w dni świąteczne tylko, gdy za ladą stanie właściciel danego punktu. Jednocześnie jest jednak szereg wyłączeń. Sklepy działałyby na przykład w dwa weekendy przed Bożym Narodzeniem i tydzień przed Wielkanocą. Wyłączenia dotyczą jedynie aptek, stacji paliw, sklepów na lotniskach, tymi z dewocjonaliami oraz m.in. kiosków.

Obywatelski projekt o ograniczeniu handlu w niedzielę został w Sejmie złożony pod koniec sierpnia. Podpisało się pod nim ok. 520 tys. osób. Od sierpnia prace nad ustawą praktycznie stoją w miejscu – projekt z jednej komisji trafił do drugiej. I to najwyraźniej zaczyna pomysłodawców niepokoić.

Rozczarowanie Bujary i handlowej „Solidarności” łatwo zrozumieć. Robienie zakupów w niedzielę otwarcie krytykował Jarosław Kaczyński, piętnowała też premier Beata Szydło. Z kolei wicepremier Mateusz Morawiecki podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy Zdrój poparł projekt. Jak tłumaczył – chleb można kupić w sobotę, buty w piątek, a gospodarka na zakazie nie ucierpi. Wicepremier Jarosław Gowin też przewidywał, że zakaz wejdzie w życie. Według Gowina takie zmiany rozbiłyby monopol wielkich sieci handlowych.

W skrócie: „Solidarność” była przekonana, że ma wszystko, by szybko wprowadzić zmiany. Biorąc pod uwagę prędkość prac nad niektórymi ustawami, realnym było wprowadzenie zakazu już od stycznia 2017 roku. Tak się jednak nie stanie. Projektem po świątecznej przerwie zajmować się będzie podkomisja do spraw rynku pracy. Poza medialnymi wypowiedziami o pomyśle „Solidarności” oficjalnie nie wypowiedział się jeszcze żaden resort – ani finansów, ani rodziny, pracy i polityki społecznej. Efekt? Od trzech miesięcy projekt w zasadzie tylko leży w Sejmie.

– Jak zobaczymy, że jest w Sejmie opór przeciwko szybkiemu wprowadzeniu zakazu, to podejmiemy odpowiednie działania – ostrzega Bujara w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Za projekt nie chce ginąć Kongregacja Przemysłowo-Handlowa. I dlatego proponuje – najprawdopodobniej wyczuwając doskonale nastroje w rządzie – by w pierwszym etapie ograniczyć handel w niedzielę do dwóch niedziel w miesiącu.

Dr Jan Rakowski proponuje, by w pierwszym etapie wprowadzania ustawy zdecydować się na wariant pośredni. – Już teraz widać, że argumenty strony społecznej nie spotykają się z argumentami ekonomistów. Nie ma zrozumienia. I dlatego wydaje mi się, że warto przez pewien czas testować zakaz handlu w niedzielę i sprawdzić, czy to się w ogóle przyjmie wśród Polaków – tłumaczy. Rakowski podkreśla, że Kongregacja nie wycofuje się z idei, ale rozważa wszystkie dostępne możliwości.

Jak miałoby to wyglądać? W pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca handel mógłby się odbywać normalnie, a w pozostałe niedziele byłby zakazany. – Zdajemy sobie sprawę, że jest c – tłumaczy Rakowski. Według „Gazety Wyborczej” za podobnym rozwiązaniem opowiada się resort rodziny, pracy i polityki społecznej.

Rakowski zaznacza, że aby na dobre Polacy zrezygnowali z zakupów, muszą mieć inną rozrywkę. – Na wielu terenach wyjazd do galerii handlowej w niedzielę to jedyna możliwość. Tam jest kino, tam są restauracje. Jak to zamkniemy bez alternatywy, to na pewno nie zyskamy poparcia – tłumaczy Rakowski.

Inaczej sprawę widzi jednak Bujara. – Nie mogę przehandlować wolnych niedziel za coś. Zaufały nam setki tysiące Polaków, którzy złożyli swój podpis pod projektem – tłumaczy.

żródło: Money.pl

W górę