ARTYKUŁY

„Ustawa o „zakazie pracy” to więc nie tylko urzędowa próba wpływania na zachowania wierzących i niewierzących, ale to także narzędzie łamania konstytucji i praw człowieka.”

ZAKAZ, KTÓRY ŁAMIE KONSTYTUCJĘ

manufaktura

No i stało się! Drzwi do handlowych przybytków na mocy ustawy zostały zamknięte. To kolejny przykład, kiedy aparat państwowy decyduje o zachowaniu obywateli.

 
Nie pójdziemy już w niedzielę na zakupy i nie udamy się do pracy, jeśli jesteśmy zatrudnieni w branży handlowej. To jednak nie koniec zmian. Twórcy projektu idą za ciosem. Już słyszymy, że podobny „zakaz pracy” ma objąć także inne sektory aktywności zawodowej. A wszystko to w trosce o „rodzinne wartości” i przywracanie godnego sposobu spędzania tzw. dnia świętego.
 
Zatem mamy do czynienia z motywacjami, które w jakiś sposób nawet podzielam i rozumiem, choć tylko w części. Bo faktycznie coś się dzieje z relacjami, i to nie tylko rodzinnymi, ale ogólnie — społecznymi. Już dawno nie byliśmy tak zabiegani, zapracowani, sfrustrowani i po prostu sobie obcy. Wciąż szukamy lepszych lub gorszych od siebie. Zbyt często ulegamy atmosferze poszukiwania winnych i wskazywania innych. Cierpią na tym nasze rodziny, relacje z dziećmi, związki towarzyskie, a w konsekwencji cały kraj jako zbiorowość obywateli. Pojawia się tylko pytanie: czy można wdrożyć etyczną naprawę Rzeczypospolitej poprzez dekrety władzy? A gdybym tak zechciał, aby rząd — ten czy inny — wprowadził prawo nakazujące, by Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej… Jak sobie przypominam, takie próby już były i niewiele z tego wyszło. Zatem nie tędy droga. Bo czy można skodyfikować uczciwość, miłość do bliźniego, tolerancję narodowo-wyznaniową czy zwykłą przyzwoitość? Chyba nie.
 
To samo dotyczy wartości duchowych i prób urzędowego ich egzekwowania. Taką próbą niewątpliwie jest właśnie „zakaz pracy” w niedzielę. Zastanawiam się, czy autorzy ustawy oczekują, że w wyniku jej realizacji kościoły napełnią się wiernymi? Czy poprzez jej wprowadzenie będzie mniej rozwodów, aborcji, rozwiązłości moralnej? No i w końcu, co z obywatelami, którzy nie podzielają wartości, które były motywacją ustawodawców? Co z prawami osób o innych poglądach? Co prawda już kiedyś ktoś powiedział: cuius regio, eius religio, czyli ‘czyj kraj, tego religia’ — co dawało możliwość narzucania wiary swoim poddanym. Ale czy chcemy wracać do kompromisów będących w istocie dyktatami z czasów wojen religijnych?
Wyobraźmy sobie przez chwilę, co by było, gdyby władzę w Polsce przejęła opcja o innych preferencjach konfesyjnych. Czy protestowalibyśmy wtedy, że piątki lub soboty mają być dniami wolnymi od pracy? A może niektórym gorliwa pobożność nie pozwala na sprzedawanie lub kupowanie w inne dni niż niedziela — co wtedy? Dlatego ważne jest, aby każdy sam decydował, kiedy pracuje i w jakie dni robi zakupy, bo w innym przypadku zawsze zaburzymy czyjąś wolność, czy to obywatelską, czy biznesową, czy właśnie religijną. A z drugiej strony, pracownicy nie powinni być do pracy przymuszani, lecz motywowani, a wtedy chętnych do niej nie zabraknie.
 
Ustawa o „zakazie pracy” to więc nie tylko urzędowa próba wpływania na zachowania wierzących i niewierzących, ale to także narzędzie łamania konstytucji i praw człowieka. Zawsze uczono mnie, że demokracja to prawo większości z poszanowaniem mniejszości. Pytam więc, gdzie w tej ustawie jest gwarancja dla mniejszości? Czy pracownicy niebędący katolikami otrzymają prawo do obchodzenia własnego „dnia świętego”, który do teraz mogli odpracowywać w niedziele? W przypadku „zakazu pracy” w ten dzień stracą taką możliwość, a w związku z tym może im grozić pogorszenie warunków życia, a nawet utrata zatrudnienia i kłopoty rodzinne — którym przecież władza chciała skutecznie przeciwdziałać. Zatem to, co miało jednych wzmocnić, innych zabije, oczywiście w imię wartości i przekonań religijnych albo jak mawiali konkwistadorzy: w imię Boże!
 
Bo czy można odmówić komuś w chrześcijańskim kraju prawa do wolnego dnia w celu kultywowania przekonań religijnych wynikających na przykład z biblijnego dekalogu? W czwartym przykazaniu tego dekalogu w katolickim przekładzie ks. Jakuba Wujka czytamy: „Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił. Sześć dni robić będziesz i będziesz wykonywał wszystkie roboty twoje; ale dnia siódmego sabat Pana, Boga twego, jest: nie będziesz wykonywał weń żadnej roboty, ty i syn twój, i córka twoja, sługa twój i służebnica twoja, bydlę twoje i gość, który jest między bramami twymi. Przez sześć dni bowiem czynił Pan niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest, a odpoczął dnia siódmego; i dlatego błogosławił Pan dniowi sobotniemu i poświęcił go”1.
 
I nie chodzi teraz o licytowanie, który „dzień święty” jest bardziej święty, ale o konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa — a chyba wszystkim powinno na tym zależeć najbardziej. Wtedy jest szansa na odbudowywanie postaw moralnych, społecznych więzi, dochowania zasady równouprawnienia i wzajemnej tolerancji. W innym razie pozostaniemy pod wpływem tylko „prawa Bożego”, jednak definiowanego wyłącznie przez jedną ze stron debaty publicznej.

Jan Kot

 
1 Wj 20,8-11. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wydanie trzecie poprawione, Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy, Kraków 1962.

źródło: znakiczasu.pl

 

ciekawy komentarz:

Niesprawiedliwy zakaz

„Niesprawiedliwy, bowiem faworyzuje i uprzywilejowuje jedną grupę zawodową. (…) Ustawodawca uznał bowiem, że właśnie pracownicy handlu są jakoś specjalnie wyróżnieni i to im należeć się mają wolne niedziele. Ale jest coś jeszcze innego, co powoduje mój głęboki moralny sprzeciw wobec tej regulacji: jej bezczelność w ingerowaniu władzy (…) w nasz styl życia, nasz sposób spędzania wolnego czasu, nasze zwyczaje i obyczaje. (…)

Przyznam, że oba wymiary nowej ustawy oburzają mnie na równi. Bo pierwszy jest głęboko niesprawiedliwy, a drugi głęboko antywolnościowy. Ta regulacja pokazuje dokładnie to, czym państwo być nie powinno — jak nie powinno dyskryminować jednych grup społecznych względem innych i jak nie powinno wchodzić z butami do czyjegoś życia” — Marek Migalski, politolog (źródło: Facebook)